Pamiętasz ten moment, kiedy Twoje dziecko pierwszy raz szło chodnikiem przy ruchliwej ulicy?
Najpierw trzymasz je kurczowo za rękę. Potem idziesz od zewnętrznej strony, robiąc za „żywą tarczę”. Ale Twoim ostatecznym celem nie jest przecież chodzenie za rękę do osiemnastki. Chcesz, żeby ono samo potrafiło przejść tą drogą bezpiecznie – nawet gdy Ciebie nie ma obok.
Dokładnie tak samo jest w biznesie. A jednak w biurach rachunkowych często widzę liderów, którzy... nigdy nie puszczają tej ręki.
Ostatnio na warsztatach Mastermind padło pytanie, które wywołało lawinę: „Jak weryfikujecie pracę ludzi? Ja sprawdzam wybiórczo księgowania, raz w roku zaglądam w księgi... ale tak się nie da, jeśli chcę rozwijać biuro. Co zmienić?”
Uczestniczka poczuła to, co wielu z nas – sufit. Jeśli kontrola opiera się wyłącznie na Twoim czasie i Twoich oczach, to biuro urośnie tylko tyle, ile Ty dasz radę fizycznie sprawdzić.
Mój wniosek po latach budowania zespołu (od zera do dzisiejszych 65 osób)? Prawdziwa kontrola to nie jest „sprawdzanie wszystkiego po kolei”. To mądrze ułożone procesy, które pracują na Twoją wolność. To system, który pozwala Ci weryfikować mechanizm, a nie każdą pojedynczą śrubkę.
Uczestniczka wyszła z warsztatów z pełną głową – nie dostała jednej „magicznej sztuczki”, ale całą listę fundamentów do przebudowania. Bo żeby przestać się „zajeżdżać”, trzeba najpierw przestać być najwęższym gardłem we własnej firmie.
A jak to wygląda u Ciebie? Masz już system, który pilnuje jakości za Ciebie, czy nadal wszystko weryfikujesz „na piechotę”?