Najgorsze szpitale to te, którymi zarządzają lekarze.

Najgorsze szpitale to te, którymi zarządzają lekarze.

Zastanawiałeś się kiedyś dlaczego tak się dzieje?

To jedna z najważniejszych lekcji, jakie możesz wziąć jako właściciel biznesu.

Pierwszym z elementów złego zarządzania jest to, że lekarz ma „klątwę” specjalisty i nie potrafi spojrzeć z szerszej perspektywy.

Powoduje to 3 problemy:

  1. Emocjonalne mikrozarządzanie: Lekarz widzi cierpiącego pacjenta i chce mu pomóc tu i teraz. Chce rozwiązać problem tu i teraz. To odruch serca, ale strategiczne samobójstwo – bo w tym czasie cały oddział (zespół) czeka na decyzje, które zapobiegną kolejnym awariom.
  1. Kult nieomylności: Specjalista latami buduje autorytet na tym, że "wie najlepiej". Trudno mu zobaczyć, a tym bardziej przyznać, że proces ułożony przez kogoś innego może być lepszy niż jego własna intuicja.
  2. Błąd priorytetów: Dla lekarza sukcesem jest wyleczony pacjent. Dla managera sukcesem jest szpital, który stać na najlepszych lekarzy i nowoczesny sprzęt. Specjalista skupia się na "robocie", manager na "warunkach do roboty".

Ale jest też drugi powód tego, dlaczego szpitale zarządzane przez lekarzy mają kiepską jakość i kondycję finansową. Odpowiedzialność.

Spójrzmy na szpitale bliżej.

Szpital miejski nie może upaść.
Pacjent nie ma wyboru.
Więc presja na jakość… bywa umowna.

Pieniądze potrafią przeciekać na nieekonomiczne decyzje zarządcze (odsetki, koszty komornicze, niepotrzebne wydatki), a jednocześnie brakuje na leki, sprzęt, dobrych ludzi.
Efekt?
Frustracja. Awantury. Wypalenie personelu.
Pacjent zły na lekarza.
Lekarz zły na system.
System… głuchy.

A teraz szpital prywatny.

Pacjent ma wybór.
Decyzje zakupowe są analizowane.
Warunki pracy lekarzy są traktowane serio, bo bez nich nie ma leczenia.
Są ramy. Są standardy. Jest odpowiedzialność.

Lekarz nie jest „uwiązany”.
Ale też nie jest samowolką.
I właśnie dlatego ten system działa lepiej.

Brzmi znajomo?

Klient — jak pacjent — nie zna systemu.
Umniejsza problemom.
Nie rozumie konsekwencji.
Awanturuje się na początku, bo nie widzi całego zaplecza.

Ale uleganie temu nie jest empatią.
To jest rezygnacja z zarządzania.

Bo dobrze prowadzone biuro rachunkowe ma ramy, zasady, tłumaczy pracownikom i klientom procesy i procedury, a także aktualizuje je, zamiast tylko „ratować sytuację” i wie, że odpowiedzialność dotyczy zarówno właściciela jak i pracowników.

Bo tam, gdzie ktoś realnie ponosi konsekwencje decyzji, pojawia się myślenie.
A bez myślenia — ani służba zdrowia, ani księgowość nie mają prawa dobrze działać.

Jeżeli jesteś najlepszym specjalistą w swoim biurze – uważaj.

To może być Twój największy hamulec, jeżeli nie rozwijasz się równolegle jako przywódca.

Bo zarządzanie to odrębna specjalizacja.

Wyjdź zatem z roli specjalisty i wejdź w rolę lidera, który zarządza swoim biurem albo – jeżeli chcesz – rozwijaj się dalej, i sukcesywnie przechodź w rolę właściciela.

A jeżeli potrzebujesz wsparcia – napisz do mnie.

Razem sprawdzimy, jak wyciągnąć Cię z operacyjnej pułapki i zacząć realnie zarządzać Twoim biznesem.

Podobne artykuły